No lato w pełni! Szkoda tylko, że ja wakacji nie mam. Żar się z nieba leje, a ja do fabryki muszę pełznąć...lajf. Chociaż studentów mam fajnych, to mi nieco rekompensuje trudy wycieczki do zaprzyjaźnionego miasta. I gdyby nie fakt, że mój dutch-nauczyciel uparł się na zajęcia w święto pracy, to już dzisiaj zalogowałabym moją dupencję u rodziców na wsi. A tak, to dupa ale w mieście.
Wczoraj z Emilką wybrałyśmy się na kawencję po pracy ale niestety obie miałyśmy, bardzo delikatnie mówiąc, niewygodne buciki. Pantofelki były tak niewygodne, że wizja dojścia do kawiarni ociekała krwią płynącą strmieniami z naszych, wypielęgnowanych kremikami najróżniejszymi, stópek. Co czynić? 15 minutowa akcja i już nowe buty na nogach. Butów (i torebek) nigdy za wiele, a jaki komfort spaceru do kawiarni. Może nie była to najrozsądniejsza z decyzji, ale kobieta pod wpływem bodźca bólowego jeszcze szybciej niż zwykle dochodzi do wniosku, że właśnie TAKICH balerinek jeszcze nie ma. A jak nie ma, to czas najwyższy zanabyć drogą kupna. no.
A teraz, zamiast spać smacznie po ciężkim dniu pracy, to wkuwam czasowniki holenderskie. Nie miała lasia kłopotu, to jej się zachciało dutch uczyć. Prędzej sczeznę nim się tego wszystkiego wydziobię na blaszkę. Powiem Wam, że bycie nauczycielem bardzo spacza podejście do nauki, bo już jakoś mniej poważnie traktuje się tego kolesia po drugiej stronie barykady. Bo już wiesz, że to człowiek, który też wszystkiego nie wie i na dodatek często jest nieprzygotowany do zajęć. Nie, nie mówię o moim dutch-nauczycielu (bo ten to zawsze wie wszystko i zawsze jest przygotowany), to taka ogólna, swobodna refleksja.
Wczoraj z Emilką wybrałyśmy się na kawencję po pracy ale niestety obie miałyśmy, bardzo delikatnie mówiąc, niewygodne buciki. Pantofelki były tak niewygodne, że wizja dojścia do kawiarni ociekała krwią płynącą strmieniami z naszych, wypielęgnowanych kremikami najróżniejszymi, stópek. Co czynić? 15 minutowa akcja i już nowe buty na nogach. Butów (i torebek) nigdy za wiele, a jaki komfort spaceru do kawiarni. Może nie była to najrozsądniejsza z decyzji, ale kobieta pod wpływem bodźca bólowego jeszcze szybciej niż zwykle dochodzi do wniosku, że właśnie TAKICH balerinek jeszcze nie ma. A jak nie ma, to czas najwyższy zanabyć drogą kupna. no.
A teraz, zamiast spać smacznie po ciężkim dniu pracy, to wkuwam czasowniki holenderskie. Nie miała lasia kłopotu, to jej się zachciało dutch uczyć. Prędzej sczeznę nim się tego wszystkiego wydziobię na blaszkę. Powiem Wam, że bycie nauczycielem bardzo spacza podejście do nauki, bo już jakoś mniej poważnie traktuje się tego kolesia po drugiej stronie barykady. Bo już wiesz, że to człowiek, który też wszystkiego nie wie i na dodatek często jest nieprzygotowany do zajęć. Nie, nie mówię o moim dutch-nauczycielu (bo ten to zawsze wie wszystko i zawsze jest przygotowany), to taka ogólna, swobodna refleksja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz