Wracam wczoraj do domu a tam cicho, ciemno, pusto, to długo nie myśląc umówiłam się na miasto. Odreagowałam i oczyściłam mój rudo-brązowy czerep ze stresów wszelkich a teraz leczę kaca (także moralnego) po wczorajszej sesji relaksacyjnej "in da pubs". No zabalowałam ostro, alkohol lał się strumieniami, zabawa, jak się patrzy. Tylko w pewnym momencie było o jedno piwko za dużo i chyba jakieś głupoty gadałam. Chyba, bo pewną część imprezy pamiętam, jak przez mgłę. Cóż, zdarza się. Ale jeżeli ktoś był wczoraj i ze mną rozmawiał (albo słuchał mojego monologu) to niech o tym zapomni. Bo jak to mówi mój tata, nigdy nie wiesz, kiedy pijany żartuje. Najgorsza jest ta niedopowiedzianość zdarzeń, bo tak naprawdę to nie mam pojęcia, o jakiej treści był mój wczorajszy potok słów. Dobra, było minęło, czasu nie cofnę, ale alkoholu będę zażywała ostrożniej.
Ostatnie wa dni zabawiłam w Bydgoszczy, odwiedziłam tatę i psa, popracowałam i (chociaż taty mi trochę żal, bo zostaje sam) z chęcią wróciłam do siebie. Fabryce nie będę pracowała. Powody są różne, może innym razem. Tymczasem powinnam zrobić coś pożytecznego i zaliczyć sesję czy coś. Albo może najpierw doprowadzę się do porządku i wezmę prysznic. Trzeba zaczynać od małych kroczków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz